#153 Czasami słowa nie są potrzebne do wyrażenia uczuć..- "Bez słów" ♥




Bree uważa, że ucieczka ze swojego domu i nowe otoczenie pomoże jej uporać się z bólem.  W nowym miejscu od razu czuje się lepiej. Poznaje nowych ludzi, udaje jej się zdobyć pracę i w końcu można na spokojnie uporać się ze swoimi problemami. Podczas robienia zakupów pęka jej torebka i cała zawartość upada na ziemię. Z pomocą przychodzi jej tajemniczy mężczyzna, który nie odezwał się do niej nawet słowem, ale pomógł. Kim jest ten chłopak i co ukrywa?



Kolejne moje spotkanie z twórczością autorki i kolejne zauroczenie! Pani Sheridan pisze niesamowite powieści! Wszystkie jej książki jakie mam już za osobą oceniałam na 9/10 albo 10/10, a to przecież coś znaczy!

Autorka po raz kolejny porusza bardzo trudne tematy. Tym razem na pierwszy plan idzie zabójstwo, trudne relacje rodzinne i niepełnosprawność jednego z bohaterów. Jednak mimo wszystko jest tam też promyczek nadziei na lepsze jutro.

Historia przedstawiona na kartach tej powieści jest bardzo subtelna. Główni bohaterowie nie zakochują się w sobie beznamiętnie od pierwszego wejrzenia, jak to bywa w tego typu powieściach. Tutaj przeważa wrażliwość, nieśmiałość i delikatność.

Ciężko jest mi tu opisać Wam bohaterów, by nic nie zdradzać i wszystko co najlepsze zostawić, byście sami ich odkryli podczas lektury. Jednak jak dla mnie bohaterowie byli bardzo realiści i postępowali tak, jakby mogły osoby po takich przejściach. Byli nieśmiali, ostrożni, powoli starali się otwierać na nowe doświadczenia, choć nie zawsze to było łatwe.

Historia ściska za serducho i wywołuję masę emocji. Czytałam ją jednym tchem i nie mogłam się od niej oderwać. Chciałam poznać losy bohaterów i dowiedzieć się jak skończą. Co chwila byłam czymś zaskakiwana. Choć mam mały zarzut i nie wiem czy to błąd korekty i bez pomysłów autorki na wypełnienie przestrzeni, ale Bree to co chwila się kąpała, przebierała i malowała. Naprawdę każdy początek rozdziału z jej perspektywy to „wstałam, wykąpałam się, byłam w pracy, wykąpałam, przebrałam i pojechałam na plażę”. To po 200 stronach zaczynało robić się nudne.

Co do samej końcówki to po prostu nie mam słów! Ja spodziewałam się czegoś innego, a tu takie coś! Ryczałam jak bóbr i dopiero epilog uświadomił mi, że to jednak jest dobre. Po prostu te ostatnie 50 stron to istny rollercoaster emocji. Wzruszałam się, złościłam, bałam, miałam załamania nerwowe i wreszcie morze łez.

Mia Sherian po raz kolejny mnie nie zawiodła. Potrzebowałam nietuzinkowego romansu i go dostałam! <3 Teraz aby zabrać się jeszcze za Bez winy, a potem czekać do stycznia na premierę Bez szans <3 Dlatego serdecznie polecam Was Bez słów jak i wszystkie książki tej autorki, bo wiem, że mogę brać je w ślepo, a i tak będę cudowne. Tym bardziej uważam, że to idealna powieść na takie zimowe dni, żeby ogrzać sobie serduszko, otworzyć się na ludzi, nie patrzeć na nich powierzchownie, bo nie wiadomo co musieli przejść lub co się stało, że znaleźć się w tym miejscu, w którym obecnie są.

Moja ocena: 10/10

ZACZYTANEGO DNIA ŻYCZĘ! ♥
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka