Syndromy drugiego tomu..



Czy zdarzyło Wam się kiedyś przeczytać świetny pierwszy tom serii/trylogii i koniecznie chcieliście przeczytać jej kontynuację? Jednak gdy już go przeczytaliście, okazał się znacznie gorszy od poprzedniego, przez co zastanawialiście się czy w ogóle warto sięgać po kolejny tom. Ja właśnie w wakacje przeczytałam kilka kontynuacji, które okazały się znacznie gorsze od poprzedniego i właśnie w tym poście chciałam się z Wami podzielić tymi kontynuacjami :)



Pierwszą taką książką jest "Przebudzona o świcie", czyli kontynuacja serii Wodospady Cienia. Nie przypadła mi ona go gustu z tego powodu, ze tam prawie nic się nie działo! Główna bohaterka próbuje odkryć czym jest, do tego jeszcze musi ciągle rozmyślać na tym, którego chłopaka woli... Jedynie te ostatnie 80 stron książki sprawiło, że nie rzuciłam ją w kąt. Naprawdę końcówka jest świetna i szkoda, ze autorka tą akcje dopiero tak późno umieściła. I powiem szczerze, że rozumiem, że ta część była potrzeba, bo w sumie kilka rzeczy się wyjaśnia, idzie do przodu, ale to po prostu było nudne te rozmyślanie Kylie "och kocham Dereka, ale Lucasa też, ale on mnie zostawił dla niej, no ale pojawia mi się w snach!"(i to nie był żaden spojler). To było męczące...

Drugą książką jest "Biała róża", czyli kontynuacja Klejnotu. Zapowiadała się ona dobrze jednak z każdą kolejną stroną, z każdym rozdziałem była coraz to nudniejsza. Początek był ciekawy i pełen akcji i jej zwrotów. Jednak dalej stawało się to nudne i ciągnęło jak flaki z olejem. Rozmyślenia, miłość, rekrutacja, rozmyślanie, miłość, rekrutacja i kłótnia! Tak ciągle w kółko. Poza tym motyw jednostki zdolnej obalić rząd jest już przereklamowany, nudny i przewidywalny.


No i trzecią i zarazem ostatnią jest "Zdrada", czyli kontynuacja Pojedynku. Tą książkę skończyłam stosunkowo niedawno i była naprawdę słaba. Była strasznie nudna, pełna nudnych opisów i rozmyśleń bohaterów. Nie wiem, czy to wina moja czy autorki, że pomysł na kontynuację był, ale albo mi się nie spodobał ale został słabo rozpisany. Główna bohaterka, która była uważana za znakomitego stratega, w stosunku do siebie i osób które kocha była nierozważna i po prostu głupia. Bez powodu raniła ich, a później rozmyślała co ja narobiłam, przecież mogłam bla bla bla... To serio było irytujące i przez to przestałam ją lubić. Chcę żeby zginęła a Arin żeby znalazł sobie kogoś lepszego i mądrzejszego, bo on przez nią w grobie wyląduje...



I tak przedstawiają się moje niedawne zawody i potwierdzenie, że serie/ trylogie często posiadają syndrom drugiego tomu, przez co cała historia na tym traci. A Wy znacie serie lub trylogie gdzie występuje ten syndrom, bo ja mogę równie wymienić tu jeszcze Dary Anioła, ale drugi tom nie podobał mi się ze względu dużej ilości Simona w niej :D
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka