#83 "Nie ufaj nikomu i niczemu. Nawet własnym uczuciom."- "Błękit szafiru" ♥

Hello wszystkim! ♥
Wiecie co, ja serio współczuję wszystkim osobom, które musiały tyle czasu czekać na ostatnią część Trylogii Czasu, bo ja przedwczoraj skończyłam drugi tom i już nie mogłam wytrzymać nie wiedząc jak to się wszystko skończy, więc nie wiem jak wytrzymali ci, co musieli dłużej ;-; Także zapraszam Was na recenzję "Błękitu szafiru"! ♥


Autor: Kerstin Gier
Tłumaczenie: Agata Janiszewska
Wydawnictwo: Egmont Polska
Cykl: Trylogia Czasu (tom 2)
Data premiery: 12 października 2011
Ilość stron: 364
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Moja ocena: 10/10

Opis:
Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu.
Podróże w czasie, niebezpieczeństwa, miłość...Trylogia czasu rzeczywiście z trudem daje się odłożyć przed przeczytaniem ostatniej strony. 


Akcja książki toczy się zaraz z zakończeniem pierwszej części. Gwen musi codziennie poddawać się elapsji dla własnego bezpieczeństwa. Do tego ma przyjaciela podróży Gideon, no i chyba bohaterowie są w sobie zakochani? Czy to nie jest słodkie? Wydawać by się mogło, że może im się ułożyć.. A jednak, coś tu nie gra, a chodzi o Lucy i Paula, którzy ukradli chronograf, tylko dlaczego? I o co chodzi z magią kruka? Tego musicie dowiedzieć się czytając "Błękit szafiru"!

Pierwsza cześć zauroczyła mnie niesamowicie ♥ No więc jak najszybciej chciałam przeczytać kolejne tomy, na szczęście ktoś, akurat jak ja potrzebowałam tych książek, je oddał. Na szczęście pani bibliotekarka poleciła mi bym wzięła obydwa tomy, bo podobno dla mnie będzie lepiej, nawet nie wiecie jak miała racje!! Ten tom to łamacz i sklejacz serca. To co tu się dzieje, ja ledwo dawałam radę! Same wzloty i bolesne upadki. Kłamstwa, tajemnice i tysiące pytań. Ta część pozostawia jeszcze więcej niedopowiedzeń, niż wyjaśnia. A relacje między bohaterami są takie chwiejne, że strach cokolwiek myśleć o tym co się stanie, bo zawsze kończy się to źle.  To rollercoaster emocjonalny!

Co do bohaterów dużo się chyba u mnie nie zmieniło chociaż, może ciut. Gwen jest taką bohaterką, którą rozumiałam, utożsamiałam się i wiedziałam dlaczego robi i myśli tak, a nie inaczej. Dlatego ją jeszcze bardziej polubiłam. Za to nasz kochany drugi podróżnik w czasie, czyli Gideon jak na początku poprawił swoje zachowanie, tak zaraz potem je zepsuł, a już na końcu pobił samego siebie i tak mnie zdenerwował, że chyba mu tego nie wybaczę i będę największą antyfanką na świecie. Jeszcze dam mu szansę jedną ostatnią i mam nadzieję, że dobrze ją wykorzysta, bo jak nie to policzę się z nim w osobnym poście (!) :D Do tego pojawił się bardzo słodziaśny gargulec, który zwie się Xemerius i jest taką pozytywną postacią w tej książce, że ze względu na niego chce się to czytać. Ubóstwiam go ♥♥♥ No a reszta postaci raczej mi nie zawadzała, prócz oczywiście Hrabiego JakMuTam, którego miałam ochotę udusić i to nie umysłową ręką tylko moimi prawdziwymi!

Styl autorki jest bardzo łatwy i przystępny, książki czyta się bardzo, ale to bardzo szybko i ja tylko już czekam na wielki finał tego wszystkiego, bo mam kilka teorii, jednak czy któraś jest dobra? No i oczywiście muszę wspomnieć o wielkich zakończeniach autorki, bo to co zostawia na sam koniec to WOW! Najpierw słodki całus w konfesjonale, a teraz gorycz, którą nie umiem opisać słowami, bo tak boli, a co mnie spotka w "Zieleni szmaragdu"? Aż się boję!

Podsumowując, "Błękit szafiru" to bardzo mocna kontynuacja, która pochłania czytelnika od samego początku. Ja już wiem dlaczego wszyscy zachwycali się tą trylogią i tak bardzo mi ją polecali i cieszę się, że wreszcie ją czytam. A Wy jakie macie odczucia do tej trylogii? A kto jest fanem albo może antyfanem Gideona? Ja się żegnam i do następnego postu :*



ZACZYTANEGO DNIA ŻYCZĘ!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka