#1 Tydzień w Mieście Książek: #93 "Jeżeli się nie boisz to znaczy, że nie jesteś człowiekiem."- "Więzień labiryntu" ♥

Dzień doberek!

Dziś w ramach pierwszego postu z tygodzień w Mieście Książek mam dla Was najpopularniejszy rodzaj postów, czyli recenzję i to nie byle jaką, bo książki bardzo znanej i lubianej także zapraszam!



Autor: James Dashner
Tłumaczenie: Łukasz Dunajski
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Cykl: Więzień labiryntu (tom 1)
Ilość stron: 424
Data premiery: 12 września 2014
Gatunek: fantastyka/dystopia
Moja ocena: 9/10
Opis:
"Więzień labiryntu" to pełna akcji i nieustającego napięcia książka, która chwyci czytelnika za gardło, i nie puści aż do ostatniej strony, ponieważ każde wejście do Labiryntu może stać się przepustką do koszmaru, i walką na śmierć i życie...
Kiedy Thomas budzi się w ciemnej windzie, jedyną rzeczą jaką pamięta jest jego imię. Kiedy drzwi się otwierają jego oczom ukazuje się grupa nastoletnich chłopców, która wita go w Strefie – otwartej przestrzeni otoczonej wielkimi murami, która znajduje się w samym centrum wielkiego i przerażającego labiryntu.
 Szansa jest tylko jedna:
Znajdź wyjście albo giń. 


Co byście zrobili gdybyście pewnego dnia obudzili się w jakieś ruszającej się klatce, nie pamiętając niczego prócz swojego imienia? Gdyby otworzyła się wielka klata ktoś wyciągnąłby Cię z niej i powiedział, że od teraz to twój nowy dom, z którego nie ma wyjścia, ze wokoło znajduje się wielki labirynt, a w nim najstraszniejsze potwory jakie w życiu widziałeś/widziałaś? Taki właśnie los spotyka głównego bohatera powieści Thomasa. Jednak chłopak nie zgadza się na swój los i nie chce do końca swoich dni przebywać w Strefie i ponastawia się z niego wydostać za wszelką cenę. Tylko czy to jest warte swojej ceny? Kto ich umieścił w tym miejscu? Kim są Stwórcy? Czym jest labirynt i czy można znaleźć z niego wyjście? I najważniejsze dlaczego nikt nic nie pamięta i jaką rolę mają do odegrania...?

Tak przedstawia się zarys powieści ciekawie, prawda? Jak dla mnie była to przyjemna nowość od tych wszystkich już znanych mi dystopii. Nie ma tu powielanych schematów, że jedna osoba chce zbawić świat i przewodniczy buntowi, albo jest wyjątkowy w jakiś tam sposób i ta wyjątkowość ma Nas wszystkich ocalić.. Nie! Tu wszyscy są ważni, tu każdy walczy o lepsze jutro i tu każdy jest wyjątkowy, bo gdyby nie to chyba nie znaleźliby się w Strefie :D Dlatego ta nowość jest dla mnie jak najbardziej na plus. A co jeszcze podobało mi się w tej powieści?

Oczywiście, że bohaterowie! Jest ich w tej książce tak wielu i każdy odgrywa jakąś rolę w historii. Jasne Thomas jako główny bohater jest w pewien sposób "wyróżniony", ale to nie zmienia faktu, że inne zeszli na drugi plan. Chłopak gdy trafia to Strefy nie zgodzi się ze swoim losem, jest ciekawski i dociekliwy. Do tego jest stanowczy i szybko odnajduje się w nowych sytuacjach. Jest impulsywny, chociaż w sytuacjach ekstremalnie strasznych miał momenty gdzie zamiast cokolwiek zrobić miał nogi wmurowane w podłogę. Co mnie trochę denerwowało. Inni bohaterowie jak Alby, Newt, Chucky czy Minho byli genialni. Bardzo ich polubiłam, pokochałam i kibicowałam. Byli z krwi i kości. Mieli lepsze i gorsze momenty. Co jedyne mnie denerwowało w Minho to to, że za szybko przechodzi ze stanu strachu do wściekłości, później w "klumpa" i znowu w normalnego Minho. No i Alby był za bardzo przedstawiony na samo destrukcje. Rozumiem, że po przemianie i tym co zobaczył mógł się podłamać, ale nie do tego stopnia, zwłaszcza jako, ze był przywódcą! A jeżeli ktoś by się zastanawiał czemu nie wspominał o Teresie to dlatego, ze nie chce hejtować, bo mnie irytowała, a jej stosunek do Thomasa był śmiechu warty. Dlatego spuszczę kurtynę milczenia...

Pan James Dashner napisał bardzo dobrze zapowiadającą się trylogię. Napisana lekkim i przyjemnym językiem i nie dość, że rozdziały są krótkie, cała historia tworzy spójną całość i żaden fragment nie jest nużący i to jeszcze Dashner stworzył swój oryginalny język! Te wszystkie klumpy, purwy, twarzostany były przegenialne. Ja teraz podczas rozmowy ze znajomymi używam tych słów :D To jak dla mnie jeden z największych atutów tej powieści. Coś nowego, coś oryginalnego i niepowtarzalnego! Jestem tym zauroczona. Taki slogan Streferów, co wspaniałego.

Podsumowując "więzień labiryntu" to powieść o walce, o próbie pokonywania własnych słabości, o lojalności i potrzebie współpracy. To książka o przetrwani, o wykorzystywaniu, o zaufaniu, poświęceniu i przyjaźni. O nie poddawaniu się i walce do końca. Ta historia pokazuje, ze można stworzyć coś oryginalnego i wyjątkowego. Do tego świetny styl pisana autora i nowy słownik słów, który tak zapada w pamięć, że nawet nieświadomie łapiemy się na tym, że sami zaczęliśmy ich używać. Dlatego jeżeli jeszcze nie czytaliście Więźnia labiryntu to koniecznie musicie to nadrobić!

ZACZYTANEGO DNIA ŻYCZĘ! ♥
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka