Książki T. Kingfisher to dla mnie zawsze dobry strzał. Pomysły nie są sztampowe, nawet jak nawiązują do baśni, mają swój charakter i sznyt. W tej historii można znaleźć delikatną inspirację Śnieżką, jednak jest to bardzo subtelne, jednak super to współgra z całą fabułą.
Bohaterowie jak zwykle są wielowątkowi. O Anji mogłabym dużo powiedzieć, ale za dużo bym zdradziła. Jednak od małego była inna, zainteresowała się tematyką kontrowersyjną i była niezrozumiana przez najbliższych. Szkoliła się w truciznach i szukała na nie antidotum, przez co mnóstwo czasu spędzała sama i przez to nie potrafi w relacje międzyludzkie. Jednak nie odbiera jej to dociekliwości. Dodatkowo by dowiedzieć się prawdy nawet naraża siebie na niebezpieczeństwo. Koty w historiach pani T. Kingfisher jak zwykle są świetne i mają swój unikalny charakter. Jeszcze zaskoczyła mnie Snow, bo na początku mnie irytowało jej postępowanie, a im dłużej o tym myślę, tym bardziej ją rozumiem.
Książkę czyta się szybko i łatwo się w nią zaangażować. Autorka ma ten dar, że nawet jak opisuje pomieszczenie to robi to w tak angażujący sposób, że trudno się oderwać. Nawiązania do Śnieżki są naprawdę subtelne i widać, że był na to pomysł. Pomysł z lustrem był interesujący i potrafił zaskakiwać. Samego zakończenia wydaje mi się, że nie da się przewidzieć, oczywiście w fabule są podpowiedzi, ale wątpię by ktoś to tak połączył.
Dla mnie książki T. Kingfisher to taki pewniaczek. Sięgam po nie ze spokojem, bo wiem, że się nie zawiodę. Dla mnie pomysłowość autorki to inny wymiar i chce go poznać bardziej. Jeśli macie ochotę na niesztampowe powieści, które nie jeden raz zaskoczą to spróbujcie z jej twórczością. Ja nie mogę się doczekać kolejnych premier.
8/10|
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz