Brakuje mi słów by opisać, jak uwielbiam tą historię. Dom nad błękitnym morzem pokochałam, ale nie czułam, że jest tutaj potrzebna kontynuacja, a jednak była. Nie wyobrażałam sobie, że tak mnie ona uderzy, wywoła tyle emocji i łez. W momencie kiedy musiałam ją odłożyć, to chciałam jak najszybciej do niej wrócić. Nie mogłam przestać o niej myśleć. To jest niesamowicie kompleksowa, pouczająca i przekazująca mnóstwo wartości.
O bohaterach nie chce się za bardzo rozwodzić. Przechodzą oni ogromną przemianę podczas fabuły. Jednych mamy ochotę przytulić, a drugim zrobić krzywdę. Pojawia się nowy podopieczny David, który próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Zostaje rzucony na głęboką wodę, ponieważ zmienia miejsce pobytu, jest sam wśród nowych twarzy, a na dodatek w międzyczasie jest potyczka z rządem. Największą przemianę widzę w Lucym i Phee, którzy bardzo szybko dojrzewają, chociaż szkoda, że przez takie okoliczności.
Jeżeli chodzi o styl to nie mam do czego się przyczepić. Wszystko tutaj grało i hulało. Autor w genialny sposób opisał wszelakie emocje i przemyślenia, które mogły mieć postacie. Cudownie oddane wartości, które miały być przedstawione. Nawet postacie, których mamy nie lubić są świetnie wykreowane. Ich image i brak zaakceptowanie zmian, świetnie można przełożyć na nasze obecne realia. Tylko nie zmienia to faktu, że też przepięknie zobrazowano miłość, empatię i próby przeciwdziała nietolerancji.
To historia z ważnym przekazem, wartościowa i przepiękna. Nie rozumiem dlaczego nie jest o niej głośniej. W wielkim skrócie kocham, uwielbiam i będę polecać rękami i nogami. Nic bym w niej nie zmieniała. Świetnie zrównoważona, po prostu piękna. Mam ogromną nadzieję, że po nią sięgniecie i również się zakochacie.
| Autor: TJ Klune| Wydawnictwo: Akurat| Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik| Seria: Błękitne kroniki (tom 2)| Data wydania: 26.11.2025| Liczba stron: 480| Gatunek: fantastyka| Moja ocena: 10/10|
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz